fbpx

Mówią, że nie szata zdobi człowieka. Wiadomo, wszystko ma swoje priorytety, dlatego nierzadko moda jest trywializowana.

Sytuacja się komplikuje gdy strój nie spełnia już roli ubioru, a jego okazałe zdobienia i dopracowane detale sprawiają, że bliżej mu do dzieła sztuki niż do zwykłej odzieży.

Takie są właśnie ubrania mody wysokiej. Często niefunkcjonalne, niepraktyczne i niedostosowane do pogody. Nierzadko kontrowersyjne i wydawałoby się bez sensu. Czasami bajkowe albo upiorne. Jednak z założenia dopasowane do indywiduum. Różne tak jak my. Takie jest właśnie haute couture.

Projektanci często zadają pytanie czy można prawnie chronić fashion design? Oczywiście, że można trzeba tylko chcieć. To tak w teorii oczywiście, bo o ile gdzieniegdzie (zwłaszcza tam gdzie się modę ceni) niewiele zostało do porządkowania, to Polska raczej w tym temacie raczkuje.

Moda nie dla każdego

Nikogo chyba nie zdziwi, że w mekce mody termin haute couture jest strzeżony. We Francji Fédération de la Haute Couture et de la Mode[1] pilnuje by zaszczytny tytuł marki wytwarzającej haute couture nie dostał się w niepowołane ręce. Federacja służy pomocą prawną, organizacyjną, techniczną i finansową nowym graczom na rynku haute couture, jak również pilnuje by przestrzegane były wszystkie standardy – bo żeby posługiwać się pojęciem haute couture konieczne jest spełnienie szeregu warunków.[2]

Dla przykładu dom mody posługujący się taką etykietą musi prowadzić sprzedaż strojów szytych na miarę, które przewidują przynajmniej jedną przymiarkę, jak również w każdym sezonie prezentować co najmniej pięćdziesiąt egzemplarzy takich strojów szerszej publiczności. Dodatkowo, by się tak luksusowo oznaczyć niezbędne jest posiadanie atelier w Paryżu.[3]

Nic dziwnego, haute couture to sztuka, to poświęcenie. Każdy egzemplarz przygotowywany jest z namaszczeniem i wielkim zaangażowaniem. Przez kogo? A no przez małe rączki – les petite mains [4] – co wyjątkowo nie jest poczytywane jako znak podłości tego świata, bo nie chodzi tu o rączki dziecięce, a o dłonie doświadczonych rzemieślników-artystów, którzy niejednokrotnie całe swoje życie poświęcają jednemu domowi towarowemu, za co są hojnie wynagradzani.

Taka moda nie jest dla każdego, ale cacka trzeba chronić.

Ochrona fashion designu

Prawna ochrona fashion designu stoi przed pasmem wyzwań i problemów. Istotną kwestią jest to, że nawet najbardziej kreatywny sposób podejścia do stroju, wciąż go sprowadza do sztuki użytkowo -funkcjonalnej, gdyż ubranie ma zasadniczo taką funkcję żebyśmy nie chodzili nadzy.

Absurd, że high fashion nie jest w high art, nie?

Warte przytoczenia kwestie podnoszono w toku uchwalania w 2012 roku tzw. Fashion Bill w Stanach, który miał za zadanie wypełnienie luki w prawie własności intelektualnej poprzez doprecyzowanie zakresu ochrony dla fashion designu.

I o ile wydaje się, że argument zwolenników ustawy był oczywisty – kreatywność się docenia, a nie ją tłamsi, to tak z drugiej z strony nie można odmówić racji również stronie przeciwnej.

Przeciwnicy wskazywali bowiem, że poprzez rejestrację konkretnych elementów designu, zapał twórców może zostać ostudzony, a poprzez ograniczenie dostępu do już istniejących wzorów, będzie powstawało mniej prac, gdyż te często inspirowane są dostępnymi rozwiązaniami. Dodatkowo podkreślano, że rejestracja designu, może narazić twórców na koszty, gdyż konieczne będzie konsultowanie z prawnikami czy dane rozwiązanie jest już chronione i poddane przez to restrykcjom, czy też nie.[5]

Osobiście widzę tu jeszcze jeden problem, a mianowicie taki, że projektanci chcąc spełnić wymóg kreatywności i innowacyjności wprowadzą pojedynki na kontrowersje. Wymóg ten wiedzie do absurdów takich jak np. gdy model/ka podczas wybiegu nosi na głowie klatkę, przypomina pędzel albo więcej na sobie nie ma niż ma.

Chociaż takie stroje, zrozumiałe tylko dla koneserów są przejawem szeroko zakrojonej wolności artystycznego wyrazu, to jednak prowadzą do zasadniczej wątpliwości czy rozumiany w ten sposób wytwór artystyczny to jeszcze stój w rozumieniu czegoś funkcjonalnego co ma chronić od zimna czy deszczu, a przy okazji coś oryginalnego, czy też może to już ślepe dążenie do zarejestrowania elementu fashion designu, tak odjechane, że już zapomniano czemu miał in the first place służyć.

Wiśnie na torcie

Na deser warto przywołać jedno z ważniejszych orzeczeń dot. prawnej ochrony designu – czyli procesu YSL dot. tuxedo dress.

Sukienka YSL jest mała, czarna i klasyczna i prawdopodobnie w jej prostocie tkwi siła.
Przede wszystkim jednak była pierwszą sukienkową wariacją na temat garnituru i już z tego powodu jest in plus.

Przebiegły Ralf Lauren chciał skorzystać z jej sukcesu i zbyt mocno się zainspirował.

Jak powiedział podczas procesu Pierre Berge – współzałożyciel domu mody YSL – czym innym jest zainspirować się pracą innego projektanta, a czym innym całkowicie zedrzeć design i krój, kropka w kropkę.

Francuski sąd podzielił stanowisko YSL i pokazał Ralphowi Laurenowi … czerwone światło zasądzając od niego odszkodowanie na rzecz YSL, czym w 1994 r. ustanowił precedens uznając, że sukienka podlega pod ochronę z zakresu własności intelektualnej.[6]

Jak wspomniałam na wstępie, we Francji nie tylko miłość, wino i croissanty smakują inaczej, ale także podejście do fashion designu jest inne.

Źródła:
[1] https://fhcm.paris/en/
[2] https://www.mochni.com/the-real-difference-pret-a-porter-and-haute-couture/
[3] https://www.thedapifer.com/blog/2017/02/04/what-is-couture-mean-fashion/
[4] http://www.thefashionlaw.com/home/schiaparelli-juicy-and-the-legality-of-couture
[5] https://www.forbes.com/sites/oliverherzfeld/2013/01/03/protecting-fashion-designs/#14c0270b317b
[6] https://www.nytimes.com/1994/05/19/business/company-news-a-ruling-by-french-court-finds-copyright-in-a-design.html