Majtki od Pierre Cardin i ręczniki Karl Lagerfeld — czyli trochę o licencjach w świecie mody

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Czasami przechadzając się pomiędzy regałami supermarketów możemy natknąć się na produkty z logo znanego projektanta. Może wydawać się, że trafiliśmy na super okazję i udało nam się upolować produkt, który znajdziemy w butiku z kolekcją designera. Nic bardziej mylnego.

Produkty takie znajdują się w ogólnodostępnej sprzedaży za sprawą licencji, którą udzielił projektant np. hipermarketowi.

Licencją jest umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych lub umowa o korzystanie z utworu, która określa warunki, na jakich odbiorca utworu może z niego korzystać.

Najczęściej udzielane licencje w modzie to licencje na znak towarowy. Sklep może sprzedawać produkty, które są sygnowane logiem projektanta.

Takiego rodzaju umowy mogą być wyłączne albo niewyłącznie oraz obejmować całe terytorium państwa, kilku państw lub część takiego terytorium. Wyłączny charakter licencji oznacza, że licencjodawca nie może udzielić licencji innemu licencjobiorcy w zakresie, w jakim udzielił już licencji wyłącznej.

Fundamenty pod współczesne licencje budował Paul Poiret –  jeden z pierwszych i największych kreatorów mody XX wieku. Udostępnił on swoje nazwisko markom pończoch i rękawiczek.

Kolejną personą, która użyczała wielu licencji był sam Yves Saint Laurent. Gdy otworzył swój dom mody szybko został zauważony przez zagranicznych kupców. Producenci ubrań walczyli w YSL o każdy model, kupowali go z zastrzeżeniem praw autorskich, dzięki którym mogli produkować ubrania w tysiącach egzemplarzy.

Prawa autorskie mogą być źródłem dużych dochodów. Pierre Bergé otrzymał od François Pinault’a (właściciela Kering’a — francuskiego holdingu, skupiającego producentów produktów markowych) 60 milionów euro odszkodowania za przeniesienie praw autorskich marki Yves Saint Laurent i odstąpienie od angażowania się w działach perfumeryjnym, prêt-à-porter i dodatków. Obecnie Yves Saint Laurent Beauté jest obecny na rynku luksusowych kosmetyków, jednakże prowadzony jest niezależnie przez L’Oreal Paris, które posiada prawo używania nazwy YSL.

Również Karl Lagerfeld może pochwalić się niezliczoną ilością umów licencyjnych. Już w 1977 pracując dla Chloé miał ich ok. 30. Aktualnie posiada je na całym świecie np. w Japonii, licencjonuje też okulary przeciwsłoneczne. Ostatnio w sklepach Carrefour można spotkać szlafroki, ręczniki, a nawet dywaniki łazienkowe zaprojektowane przez dyrektora artystycznego Chanel. Owocem współpracy Karla ze wspomnianym sklepem jest również kolekcja akcesorii dla kotów, inspirowana słynną kotką projektanta — Choupette.

Jean Paul Gaultier, kolejny światowej rangi designer, ma na swoim koncie kilka umów licencyjnych. Na przykład dystrybucją damskiej linii prêt-à-porter zajmuje się związana umową licencyjną włoska firma Aeffe. Sprzedaż dzianin i strojów kąpielowych należy do Fuzzi, produkcja i dystrybucja ubrań dziecięcych do francuskiej grupy Zannier. Sprzedaż okularów zaś powierzona jest włoskiej firmie De Rigo.

I na koniec — rekordzista umów licencyjnych — Pierre Cardin.

Posiada prawie 1000 umów w wielu krajach świata, dzięki którym osiągnął światowy sukces i zyski w milionach dolarów. I wszystko szło by dobrze, gdyby w pewnym momencie Pierre nie zaczął opatrywać swoim podpisem przeróżnych przedmiotów niekoniecznie związanych z modą. Na liście znajdują się walizki, tapety, papierosy a nawet samoloty. Tak duża liczba umów może doprowadzić do poważnych konsekwencji – utraty przez markę prestiżu i atrakcyjności. I coś w tym jest — marka zaczęła być kojarzona m.in. z tym, że w sklepach wielkopowierzchniowych, w których można kupować rzeczy hurtowo jest dostępna bielizna sygnowana logiem Pierre Cardin. Nie jest to dobre skojarzenie dla domu mody, który ma na swoim koncie niesamowite sukcesy. Takie działania obniżają wartość marki i liczba potencjalnych klientów znacznie spada.

Jak widać, umowy licencyjne mogą być dobrą drogą do dotarcia do większej liczby osób i reklamy, jednak nie powinny być one zawierane w dużych ilościach. Jak mogliśmy zauważyć na ostatnim przykładzie może doprowadzić to do zatracenia oraz utraty renomy marki.

Klaudia Wierzbicka

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

2 thoughts on “Majtki od Pierre Cardin i ręczniki Karl Lagerfeld — czyli trochę o licencjach w świecie mody”

  1. Avatar

    Bardzo ciekawy wpis, od niedawna zaczęłam śledzić tę stronę i naprawdę pojawia się tu wiele wartościowych, a przy tym ładnie napisanych treści. Prawo mody górą! 🙂 Pozdrowienia z Wrocławia

  2. Avatar

    Pomiędzy Poiretem a YSL był jeszcze Dior, który wraz z PC był niekwestionowanym królem licencji. Polecam biografię Diora — z punktu widzenia prawa&biznesu — to niezwykle ciekawa historia :).

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *