(Nie)legalny szary rynek

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Czy prawo może się wyczerpać jak bateria w komórce?

Polskie prawo przewiduje przypadki wyczerpania praw własności przemysłowej jak i praw autorskich. I tak chociażby wyczerpanie prawa do znaku towarowego polega na tym, że sprzedaż produktu opatrzonego znakiem towarowym uprawnionego do znaku (lub inną osobę, która posiada zgodę uprawnionego, np. licencjobiorcę) skutkuje zgaśnięciem prawa do znaku towarowego w stosunku do tej konkretnej sztuki produktu.

Gaśnie, tak jak bateria w komórce przestaje działać. W przeciwieństwie do baterii w komórce, nie ma tu jednak szansy ponownego „naładowania” produktu wyczerpanym prawem.

W jaki sposób może to oddziaływać bezpośrednio na branżę modową?  Zakładając, że sukienka opatrzona znakiem towarowym została sprzedana na terenie Francji przez producenta sukienek lub jego oficjalnego dystrybutora, to co do zasady, każdy kolejny nabywca tej sukienki może ją sprzedać za dowolnie ustaloną cenę w każdym kraju należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) – w tym w Polsce.

Czy oznaczałoby to, że gdy dany produkt spełni przesłanki wyczerpania, przyszli nabywcy towaru będą mogli nim dysponować zupełnie bez ograniczeń i nie będzie żadnego ratunku na tego rodzaju sytuację? Na szczęście prawo przewiduje zarówno ograniczenie, jak i ratunek.

Remedium na wyczerpanie prawa

W polskim prawie obowiązuje regionalny model wyczerpania prawa. Wyczerpanie prawa dotyczy jedynie towarów, które zostały wprowadzone do obrotu w krajach należących do EOG. Na skutek tego ograniczenia nie jest możliwy zakup np. kilkudziesięciu par butów w USA lub w Chinach i sprowadzenie ich na teren EOG celem dalszej odsprzedaży, gdyż powoływanie się na wyczerpanie prawa nie będzie skuteczne.

Ratunek przed wyczerpaniem prawa polega natomiast na sprzeciwieniu się dystrybucji towarów oznaczonych danym znakiem, jednakże ów sprzeciw jest dozwolony, jeżeli przemawiają za tym uzasadnione względy. Bardzo trudno określić czym są owe „uzasadnione względy”, ale sądy najczęściej wiążą to z dyskredytacją, oczernianiem danego znaku lub reklamowaniem produktu w sposób mogący zagrozić jego renomie.

Można dojść więc do wniosku, iż przedstawione ograniczenie jak i ratunek przed wyczerpaniem prawa same w sobie posiadają ograniczenia i często nie pozwoliłyby uchronić się przed tym, co jest esencją szarego rynku.

Szary rynek = lumpeksy?

Szary rynek to dla większości osób termin dość tajemniczy. Zdecydowanie bardziej znajomo brzmi jego mroczniejszy pobratymiec czyli rynek czarny, związany z handlem nielegalnymi towarami i usługami. Szary rynek natomiast, mimo że legalny, bywa równie groźny, o czym przekonała się niejedna firma z branży modowej.

Zgodnie z definicją INTA (International Trademark Association), szary rynek odnosi się do oryginalnych, markowych produktów uzyskanych na jednym rynku, które następnie są importowane na teren innego rynku i sprzedawane bez zgody właściciela znaku towarowego.

Czy tego rodzaju działania naprawdę są całkowicie legalne? Jak przedstawiłem powyżej, nie w każdym przypadku, najczęściej jednak tak. Należy jednak pamiętać, że gdyby nie utrata kontroli twórców i producentów nad sprzedażą rzeczy do dalszych właścicieli, bardzo możliwe, że nie miałyby szansy istnieć second handy czy outlety.

Są to przecież miejsca, gdzie ubrania nabyte od twórców/producentów lub od osób, które wcześniej zakupiły towar w oryginalnym sklepie, przechodzą w ręce kolejnych właścicieli, wpisując się tym samym w definicję szarego rynku. Czy potrafilibyśmy wyobrazić sobie jednak współczesny świat mody bez lumpeksów?

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *