fbpx

Jedną z głównych cech praw własności intelektualnej jest przyznanie twórcom quasi-monopolu na czerpanie korzyści z rezultatów swojej pracy. Ochrona ta nie ma jednak charakteru absolutnego, gdyż niemożność korzystania z cudzych dzieł nieuchronnie doprowadziłaby do zahamowania rozwoju kulturalnego oraz postępu technicznego. Rolą prawodawcy jest zatem pogodzenie tych sprzeczności w taki sposób, by słuszne interesy zarówno twórców, jak i społeczeństwa, nie doznały uszczerbku. Najczęściej stosowanym rozwiązaniem jest przyjęcie monopolu twórcy jako zasady, a następnie ograniczenie go mniejszą bądź większą liczbą wyjątków. Jednym z takich wyjątków na gruncie prawa autorskiego jest parodia.

Choć w powszechnej świadomości parodia kojarzy się (i słusznie) przede wszystkim ze sztuką (będącą domeną prawa autorskiego), pojawiają się próby przeniesienia jej na grunt prawa własności przemysłowej i zastosowania do znaków towarowych lub wzorów przemysłowych. Choć w warunkach polskich wydaje się to rozwiązaniem karkołomnym (m.in. ze względu na separację prawa autorskiego od prawa własności przemysłowej), w innych porządkach prawnych nie jest całkowicie wykluczone, czego przykładem jest niedawny pozew MGA Entertainment przeciwko Louis Vuitton.

Tło sporu

Przytłaczająca większość spraw dotyczących naruszenia praw własności intelektualnej rozpoczyna się, gdy uprawniony pozywa naruszyciela. W sporze MGA z LV nastąpiła zamiana tych ról – to potencjalny naruszyciel wystąpił do sądu po to, by uzyskać oficjalne potwierdzenie, że nie jest naruszycielem. Biorąc pod uwagę wrażliwość wielkich marek na punkcie należących do nich znaków i wzorów, nie wydaje się to postępowaniem pozbawionym logiki.

Powodem całego zamieszania jest zabawka wyprodukowana przez MGA – wykonana ze sztywnego plastiku torebka w kształcie kupki, zawierająca tubki z różnokolorowymi żelami. Choć nie umieszczono na niej charakterystycznego monogramu LV, nazwa zabawki (“Pooey Puitton”) oraz kolorystyka wyraźnie nawiązują do luksusowej marki. Zdaniem producenta zabawki, ma ona stanowić parodię bogactwa i konsumpcji, czego skutkiem jest brak naruszenia praw Louis Vuitton.

Czym jest parodia?

Przed dokonaniem oceny, czy argument MGA jest trafny, należy odpowiedzieć na pytanie, czym w ogóle jest parodia? Prawo nie zawiera jej definicji, wobec czego konieczne jest odwołanie się do jej potocznego rozumienia. Parodią jest zatem naśladowanie cudzego utworu w celach satyrycznych. Klasycznymi jej przykładami są komedie filmowe nawiązujące do kinowych superprodukcji (np. film “Kosmiczne jaja” parodiujący serię “Gwiezdne wojny”) oraz modne w ostatnim czasie prześmiewcze przeróbki znanych teledysków (np. klipów do piosenek “Gangnam Style” czy “Despacito”).

W wyroku zapadłym na gruncie dyrektywy InfoSoc, Trybunał Sprawiedliwości UE określił warunki konieczne do wystąpienia parodii – musi ona nawiązywać do już istniejącego utworu, wykazywać w stosunku do niego uchwytne różnice, a także stanowić wypowiedź humorystyczną lub żartobliwą. Co ciekawe, nie jest konieczne aby parodia sama przejawiała cechy działalności twórczej, czyli była utworem.

Do korzystania z cudzego utworu w celach parodystycznych nie jest wymagane uzyskanie od twórcy przeniesienia autorskich praw majątkowych bądź licencji. Należy jednak pamiętać, że jest to wyjątek, którego nie można rozciągać na sytuacje budzące wątpliwości (niedozwolone będzie np. rozpowszechnianie zmodyfikowanej wersji oryginalnego utworu z powołaniem się na parodię, jeżeli nie będzie miała ona żartobliwego wydźwięku).

Czy można parodiować znak towarowy lub wzór przemysłowy?

Aby w miarę jasno odpowiedzieć na pytanie zawarte w śródtytule, warto odwołać się do fikcyjnego przykładu:

“Pan A na zamówienie firmy ogrodniczej X zaprojektował dla niej logo z motywem czterolistnej koniczyny oraz przeniósł na nią majątkowe prawa autorskie. Firma X zarejestrowała logo jako znak towarowy i używała go do oznaczania swoich produktów oraz w kampaniach promocyjnych, skutkiem czego stało się bardzo popularne. W lekko zmodyfikowanej formie (z trzema listkami) logo pojawiło się w satyrycznej animacji autorstwa Pani B, której główny bohater nieudolnie próbuje uprawiać ogród z użyciem narzędzi firmy X.”

W powyższym kazusie niewątpliwie mamy do czynienia z parodią, która wyłącza ewentualne roszczenia na wysuwane podstawie prawa autorskiego. Nie doszło również do naruszenia znaku towarowego, gdyż parodiowany znak nie został wykorzystany do oznaczania towarów Pani B. Firma X może za to oskarżyć autorkę o naruszenie renomy (dobrego imienia), poprzez ukazanie jej produktów w negatywnym kontekście.

Mimo iż spór Louis Vuitton vs. MGA dotyczy wzoru przemysłowego, a nie znaku towarowego, sytuacja prawna jest bardzo podobna. “Pooey Puitton” spełnia wymogi parodii (czytelnie nawiązuje do oryginału, w widoczny sposób się od niego różni i ma prześmiewczy charakter), zatem potencjalne roszczenia twórcy torebki nie byłyby uzasadnione. Zabawka nie korzysta także z wzoru przemysłowego Louis Vuitton (mimo podobnej kolorystyki, ma zupełnie inny kształt niż pierwowzór), zatem i w tym przypadku nie można przyjąć naruszenia prawa. Otwarta natomiast pozostaje kwestia, czy przedstawienie produktu LV przerobionego na kupkę narusza dobre imię tej firmy.

Parodia znaków towarowych na świecie

Choć w Polsce możliwość powołania się na parodię w sprawach o naruszenie praw własności przemysłowej wydaje się wyłączona, porządki prawne innych państw nie wykluczają takiej możliwości. Przykładowo, prawo USA wyraźnie dopuszcza parodiowanie znaków towarowych jeżeli nie wprowadza to w błąd co do pochodzenia produktów. Jako że na celowniku parodystów często znajdują się wielkie marki, co pewien czas dochodzi do procesów, które zazwyczaj wygrywają ci pierwsi. Co ciekawe, Louis Vuitton wszczynał tego rodzaju sprawy już dwukrotnie, za każdym razem przegrywając (pierwsza z nich dotyczyła gryzaka dla psów o nazwie “Chewy Vuiton”, druga zaś – graficznego odwzorowania wizerunku torebki LV na taniej, płóciennej torbie). Nie dziwi więc fakt, że firma MGA postanowiła nie czekać na pozew, tylko wnieść go jako pierwsza.

Podsumowanie

Przykład USA dowodzi, że wykorzystywanie parodii na gruncie prawa własności przemysłowej jest możliwe. Nie wydaje się jednak, by istniała potrzeba zmiany polskich regulacji właśnie tych kierunku. Jeżeli bowiem parodia znaku towarowego prowadziłaby do wprowadzania konsumentów w błąd co do pochodzenia produktów, byłby to rezultat zdecydowanie niepożądany. Jeżeli natomiast różnice byłyby wystarczająco duże, w ogóle nie zachodziłaby potrzeba odwoływania się do parodii (brak możliwości wprowadzenia w błąd). Parodia powinna pozostać zatem na gruncie prawa autorskiego i służyć temu, do czego została stworzona – ochronie wolności artystycznej.

Źródło zdjęcia: http://labusinessjournal.com/news/2019/jan/02/mga-entertainment-sues-louis-vuitton/