Parodia w świecie mody

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Niedawno rynek mody zalała fala ubrań z prześmiewczymi napisami, które przypominały loga znanych marek. Czapki z nadrukiem Comme des FuckDown, bluzy z napisem BALLIN Paris albo Féline. Za wszystkim stoi Brian Lichtenberg, twórca BLTEE, w którego ubraniach pojawiały się największe gwiazdy. Rzeczy te miały na celu sparodiowanie luksusowych towarów, blichtru który je otacza.

Obecnie w ofercie sklepu znajdują się koszulki z wizerunkiem Karla Lagerfelda i Anny Wintour, które przedstawiają ich w formie czaszki ze skrzyżowanymi kośćmi oraz parodie bluz Gucci, którymi ostatnio zachwycił się cały świat mody. Dla porównania cena produktu na stronie projektanta — 2,600$, cena bluzy z napisem Bucci — 128$.

Jednak warto się zastanowić czy takie działania są prawnie dopuszczalne?

Czym jest parodia?

Na wstępie należy zastanowić się co możemy uznać za parodię. Jeśli chodzi o polskie prawo, to do 2016 roku słowo “parodia” nie pojawiało się w żadnym przepisie. Traktowano ją jako element prawa cytatu, tzn. prawa gatunku twórczości. Jeżeli osoby nawiązywały w sposób jednoznaczny do cudzego dzieła w swojej twórczości, mogły wykorzystywać elementy cudzego utworu. 1 stycznia 2016 zaczął obowiązywać dodany do ustawy o prawie autorskim art. 291, który stanowi, że dozwolone jest korzystanie z utworów na potrzeby parodii w zakresie uzasadnionym prawami tego gatunku twórczości.

Zgodnie z doktryną za parodię uznajemy taką formę ekspresji, która naśladuje w sposób humorystyczny dany materiał źródłowy. Nie może ona stawiać go w niekorzystnym świetle, powinna mieć na celu tylko rozbawienie odbiorcy. Liczą się tutaj intencje artysty.

Na gruncie orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Deckmyn i Vrijheidsfonds możemy stwierdzić, że do istotnych cech parodii należy to, że stanowi ona wypowiedź humorystyczną lub żartobliwą oraz nawiązuje do istniejącego już utworu, ale w sposób taki, że widoczne są różnice pomiędzy nimi. Nie musi wykazywać oryginalnego charakteru, ale jej przeciętni odbiorcy nie mogą uważać, że korzystają z pierwotnego utworu. Rozbieżności pomiędzy takimi produktami muszą być dostrzegalne od razu.

Zdaniem Trybunału wyjątek przewidziany dla parodii powinien zachowywać „właściwą równowagę między interesami i prawami twórców, a wolnością wypowiedzi użytkownika utworu, który powołuje się na ten wyjątek”.

Loga znanych marek są najczęściej zarejestrowane jako słowno-graficzne znaki towarowe. Czy w takim razie parodia takiego oznaczenia może naruszać prawo? Popatrzmy na to z perspektywy różnych regulacji prawnych.

Na gruncie prawa Unii Europejskiej parodia jest dozwolona pod pewnymi warunkami. Zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2015/2424 właściciel praw wynikających z unijnego znaku towarowego nie może zakazać używania swojego oznaczenia przez osoby trzecie, jeśli korzystają one z niego w sposób rzetelny, zgodny z uczciwymi praktykami w przemyśle i handlu. W przypadku przedstawiania w ironiczny sposób logotypów znanych domów mody możemy mówić o ekspresji artystycznej. Używanie znaku towarowego w takim celu jest uczciwe, jeżeli pozostaje ono w zgodności ze wspomnianymi praktykami.

W jakich przypadkach parodia może stanowić naruszenie prawa?

Biorąc pod uwagę przepisy prawa cywilnego takie wykorzystanie cudzego utworu w niektórych przypadkach stanowi naruszenie dóbr osobistych osoby prawnej. Może źle wpłynąć na dobre imię marki, jak również na obniżenie jej reputacji wśród klientów, co najczęściej oznacza straty majątkowe. Każdy przypadek trzeba oczywiście rozważać indywidualnie, przeprowadzić analizy, czy faktycznie poprzez parodię firma poniosła szkody.

Możliwy jest również przypadek, że prześmiewcze logo może wprowadzać klienta w błąd co do pochodzenia danego produktu. Jeśli parodiowana marka chce udowodnić, że jej prawo zostało naruszane musi udowodnić, że przeciętny, zorientowany konsument omyłkowo może zakupić towar myśląc, że pochodzi od oryginalnego producenta. Z reguły takie rzeczy się nie zdarzają, ponieważ klient marki luksusowej najczęściej zna styl, orientuje się w ofercie danego sklepu i będzie świadomy, że bluza z napisem Homiès nie została zaprojektowana przez projektanta domu mody Hermès.

Wiele marek, które zostały sparodiowane, w pozwach zarzucały, że pozwany doprowadził do “rozmycia” ich zarejestrowanego znaku towarowego. Oznacza to, że powód twierdzi, że poprzez użycie danego oznaczania doszło do osłabienia jego funkcji odróżniającej. Odbiorcy mogą przestać identyfikować towary jako pochodzące od danego producenta. Może to doprowadzić do zmniejszenia wartości rynkowej marki, skutkować utratą klientów oraz ich szacunku. W skrajnych przypadkach może nieść to za sobą ryzyko, że nie zostanie przedłużona ochrona na zarejestrowany znak towarowy.

Parodia marek luksusowych

Tak jak już wspomniałam, parodia w wykonaniu Briana Lichtenberga odniosła niesamowity sukces. Jednak w świecie mody wiele razy mieliśmy do czynienia z tego typu humorystycznymi interpretacjami danych marek.

Ostatnia głośna sprawa to spór Louis Vuitton z My Other Bag. LV pozwał markę o naruszenie praw autorskich i oskarżył, że przyczynia się ona do “rozmycia” legendarnego znaku towarowego. Sąd stwierdził, że wizerunki słynnych torebek na płóciennych torbach, które projektuje MOB nie są podróbkami, tylko parodiami produktów luksusowych.

O tym, że marka Louis Vuitton jest bardzo wrażliwa na punkcie swojego logo świadczy zdarzenie z 2012 roku, gdy marka zagroziła, że pozwie Uniwersytet w Pensylwanii. Grupa studentów sparodiowała słynny monogram na plakacie reklamującym sympozjum dotyczącego prawa mody. Prawnik LV stwierdził, że jest to poważne, świadome naruszenie i „rozmycie” znaku towarowego. Jego zdaniem plakat może wywierać mylne wrażenie, że takie zachowanie jest legalne i zgodne z doktryną dozwolonego użytku. W odpowiedzi pełnomocnik Uniwersytetu stwierdził, że reklama nie narusza znaków towarowych LV i jest wyrazem prawa do parodii – zwłaszcza dla celów niekomercyjnych i edukacyjnych. Cała sprawa zakończyła się tylko na wymianie zdań, jednak z plakatu zniknęło logo jednego ze sponsorów — kancelarii Finnegan, która reprezentuje luksusową markę.

Parodia powinna mieć na celu tylko rozbawienie konsumenta. Obecnie, w sądach na całym świecie toczy się wiele sporów o naruszenie praw własności intelektualnej w kontekście humorystycznego wykorzystania znaku towarowego. Musimy pamiętać, że wszystko ma swoje granice i nie powinniśmy swoim zachowaniem działać na szkodę innych.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *