fbpx

Wpis ten zainspirowany został przez sytuację, jaka spotkała pewną młodą i utalentowaną projektantkę, która udostępniła część swojej nowej kolekcji modowej blogerce i która w żaden sposób nie może jej teraz odzyskać… czy można zapobiec zdarzeniom tego typu? Jak się przed czymś takim bronić?

Prosta umowa

Najprościej jest podpisać umowę – kto komu, co, na ile, za ile i kiedy ma zwrócić. Taka, nawet najprostsza w treści umowa zdecydowanie ułatwia późniejsze dochodzenie swego… Kiedy mówię klientom o konieczności wprowadzenia choćby najprostszych zabezpieczeń, Ci, w żartach potrafią zarzucić mi czarnowidztwo. Ja z kolei wówczas „bronię się” jednym prostym stwierdzeniem, że gdybym miała pewność, że ich kontrahent będzie w 100% OK, rekomendowałabym… uścisk dłoni i tzw. „gentleman’s agreement”…umowę zatem podpisuje się po prostu na wypadek, gdy coś pójdzie nie tak… a że często się tak zdarza, to zabezpieczenie się na taką ewentualność powinno wejść w nawyk… a jeżeli nie umowa to co?

Może chociaż protokół zdawczo-odbiorczy?

A co gdy nawet tego brak? Pozostają nam maile, smsy i wszystko, dzięki czemu możemy udowodnić, że tego dnia, tej osobie przekazaliśmy to i to. Bo przed sądem dowodem może być praktycznie WSZYSTKO. Postępowanie przed sądem nie jest łatwe, nie jest jednakże nie do przejścia. Kluczem do sukcesu jest jednak zrozumienie magicznego zwrotu: „ciężar dowodu”. I uświadomienie sobie, że to na MNIE spoczywa obowiązek udowodnienia, że tego dnia, przekazałem tej osobie, te konkretne rzeczy… a co jak udostępnione przez projektanta rzeczy wrócą zniszczone/uszkodzone/pobrudzone i poniesiemy z tego tytułu szkodę?

A o tym już w następnym wpisie 🙂

Magdalena Korol